Spotkania z Bogiem i ludźmi Strona Główna Spotkania z Bogiem i ludźmi
spotkania studenckie i młodzieżowe
KRAKÓW


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Dlaczego nie katolicyzm?
Autor Wiadomość
tazdzioch 

Dołączył: 06 Sie 2006
Posty: 2
Wysłany: Pon 19 Lis, 2007 20:19   Dlaczego nie katolicyzm?

Witam!

Moglyście mi opisać w czym dokładnie kościół luterański wraca do korzeni chrześcijaństwa? Tzn największe różnice między nim a katolicyzmem według Was (google.pl już używałem) :mrgreen:

No i opisać mszę (mniej więcej, byłem raz o 10:00 na Grodzkiej ;-)

Osobiście sam nie mogę ścierpieć:

-ilości sakramentów
-ilości przepisów
-bałochwalstwa w stosunku do świętych i Maryi (dlaczego obrazy świętych i maryi są wielokrotnie większe niż krzyże...)
-przepych wnętrz (jak tu się skoncentrować?)
-brak małżenstw księży ( i problemy z tego wynikające)
-i tak dalej i tak dalej...

Czy Wasz kościół jest czystszy i pozbył się wielu błędów, i czy łatwiej jest w nim żyć w zgodzie z jego naukami (tzn. nauczania nie są oddalone o lata świetlne od rzeczywistości i problemów dnia obecnego)?

Co sprawiło, że Wy osobiści zostaliście i jesteście Ewangelikami?

Czy krakowska parafia jest dynamiczna?
 
 
ania 


Dołączyła: 15 Maj 2005
Posty: 54
Wysłany: Pon 26 Lis, 2007 19:58   

cześc:) Ja tak piszę żeby przełamać ciszę:)
Jestem w kościele E-A od urodzenia, więc moje poglądy na pewno nie są jakoś bardzo obiektywne;)
Co do teologii to u nas sakramentami są tylko te rzeczy, które ustanowił Pan Jezus będąc na ziemi- czyli (1)chrzest i (2)wieczerza Pańska(= chleb i wino jako ciało i krew)
Generalnie wszystko jest bardziej nastawione na osobę Jezusa Chrystusa i na Pismo Św.- które uważamy za najważniejsze źródło (w końcu to prawdziwe słowo Boga do nas ludzi).
Ważna jest osobista przyjażń z Bogiem-tzn. bez pośreników tylko ty i Pan Bóg. Rozmawianie z Nim poprzez modlitwę, słuchanie Go przez czytanie Biblii, chwalenie go po prostu tym kim jesteś.
Osobiście uważam, że nie jest najważniejsze w jakim się jest kościele, ważne, żeby w tym kościele"wzrastać w wierze", żeby poznawać Boga bardziej, a On sam zmienia naszą codzienność i nas samych.
Polecam: http://rnz.org.pl/index/?...0ebeda47a1ff1c3
(warto przeczytać! mimo, że nie robili tego ewangelicy ;)
Może głupio to wszystko brzmi- zupełnie nie wiem co wiesz już a czego nie... I nie wiem co dokładnie w kwestiach wiary cię interesuje. To co napisałam powyżej mówię zazwyczaj moim znajomym jak pytają o kościół Ewangelicki.
Lepiej się chyba rozmawia na żywo- więc zapraszamy- np. na nabożeństwa dla studentów i "już pracujących"- w każdą niedzielę o 19 z wyjątkiem trzeciej niedzieli miesiąca- (w grudniu 16.12.07), kiedy mamy "English Worship" o 16:00- też fajna rzecz- polecam- jeśli rozumiesz co nieco w tym języku:)
Pozdrawiam:)
No i może do zobaczenia (ja już nie mieszkam w Kraku, ale będę na English Worship w grudniu, więc może się tam zobaczymy???)
z Bogiem!
P.S. Do wszystkich biegłych w teologii ewangelickiej- jeśli napisałam coś co jest nie tak- dajcie znać :P
 
 
ania 


Dołączyła: 15 Maj 2005
Posty: 54
Wysłany: Pon 26 Lis, 2007 20:03   

P.S.2 kiedy przeczytałam jeszcze raz twój post, widzę, że odpowiedziałam tak naprawdę tylko na pierwsze pytanie z tych wszystkich... ups.
Ale myślę, że też trzeba zostawić coś dla innych forumowiczów :)
 
 
noemi 

Dołączyła: 17 Lis 2005
Posty: 54
Skąd: tajemnica
Wysłany: Pon 26 Lis, 2007 21:10   

widzisz, ja podobnie, jak ania, urodziłam się w tym kościele, więc nie miałam wyboru, i tak jak Ania uważam, że nieistotny jest kościół- tj, wyznanie, ale żywa, prawdziwa, osobista relacja Bóg-człowiek, w której ON staje się bliższy człowiekowi, niż drugi człowiek.
ale faktycznie, może dlatego, że nie byłam nigdy katoliczką, nie potrafię zrozumieć ilości skaramentów, świętych, modlenia się do Marii, itp... a może po prostu dlatego, że jest to niezgodne z Biblią
co do bezżeństwa księży- uważam to, za nieludzkie- księża to mężczyźni!
może z perspektywy własnych doświadczeń, stoje na stanowisku, że taki ksiądz powinien sie najpierw poważnie zastanowić, czy sprosta obowiązkom męża i ojca, będąc odpowiedzialnym za parafie... nie jest bycie dzieckiem księdza łatwe...i żoną również nie...
ale to nie ten temat....
co jeszcze? tak parafia jest bardzo dynamiczna, na pewno ta studencka i młodzieżowa część, w której trochę się orientuje, ale nasz ksiądz jest bardzo energicznym i pomysłowym człowiekiem - i to w dużej mierze jego zasługa, że parafia funkcjonuje, jak funckcjonuje.
Poza nabożeństwami akdemickimi są spotkania studenckie, w każdą środę o 19 na grodzkiej 60, punkt katechetyczny, na I piętrze

i chyba to już naprawdę wszystko...

jakby cos, pytaj
_________________
Ps.30
 
 
 
Mike 


Dołączył: 10 Sty 2007
Posty: 36
Skąd: Cracow City
Wysłany: Czw 29 Lis, 2007 01:06   

noemi napisał/a:
widzisz, ja podobnie, jak ania, urodziłam się w tym kościele, więc nie miałam wyboru


Wybór zawsze masz. Ja sie urodziłem w rodzinie Katolickiej i odrzuciłem ten obrządek przechodząc do kościoła Ewangelickiego. Z resztą teraz jak sięgam myslami wstecz to dochodze do wniosku, ze w głebi serca zawsze byłem ewangelikiem, bo zawsze głupie wydawały mi sie zjawiska takie jak spowiedź przed księdzem (wyznawanie mu grzechów) celibat czy papiestwo.
 
 
noemi 

Dołączyła: 17 Lis 2005
Posty: 54
Skąd: tajemnica
Wysłany: Pią 30 Lis, 2007 20:33   

wiesz nie chce wchodzic z Toba w dyskusje na temat wyboru...owszem teoretycznie os sobie caly czas istnieje, ale praktycznie uwierz mi...nie w moim przypadku...i prosze nie pytaj o nic wiecej
_________________
Ps.30
 
 
 
nietrzeba 

Dołączyła: 28 Lut 2008
Posty: 4
Skąd: k/ Krakowa
Wysłany: Czw 28 Lut, 2008 19:19   

Witam wszystkich :) jestem na forum pierwszy raz. Tak naprawde pewnie bym tu nie trafila, ale... pisze magisterke z Polozenia prawnego Kosciola Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce... Zaglebiajac sie coraz bardziej w rys historyczny, czytajac o wydarzeniach XVI wieku konfesja augsburska, chocby w sposob nieswiadomy staje mi sie w jakis sposob bliska. Mozliwe, ze ta bliskosc wyplywa wylacznie z czasu poswieconego na pisanie pracy. Chcialam zapytac o cos, czy gdybym zapragnela przyjsc kiedys na Wasza Msze Sw. to czy nie urazilabym Waszych uczuc religijnych. Jak powinnam sie zachowywac w kosciele? Czy jako katoliczka moglabym przystapic do sakramentu komunii???? Czy gdybym wraz z wami spiewala, wychodzac z zalozenia, ze skads znalabym tekst, to czy nie byloby to nietaktem? Takie moze trywialne pytania, ale poniewaz nigdy nie stalam przed powyzszym dylematem (dylematem zachowania sie, nie przyjscia), to po prostu nie wiem... Moze ktos zechce sie ze mna podzielic swoim doswiadczeniem.

Jednoczesnie chcialam dopowiedziec, ze poniekad swoja chec przybycia na Wasza Msze motywuje magisterka, a w wiekszym stopniu checia poznania tego co tak blisko-daleko, by w ten sposob dojrzec podobienstwa i roznice pomiedzy katolicyzmem, a luteranizmem. Nie wiem, to chyba przez ta historie... ostatnio mam wrazenie, ze tak naprawde wszyskie wyznania nas lacza, poniewaz wyplywaja z tego samego nurtu, ze wspolnej przeszlosci, z dziadow, pradziadow, naszych prehistorycznych krewnych. Poznajac cos innego, mozna lepiej zrozumiec to w czym sie juz jest. Tak mysle, ze poprzez poznanie czegos, do czego niejako kazdy ma prawo przez wzglad na historie, mozna poznac lepiej samego siebie, a takze znalezc nowe metody na odkrywanie Boga. Ja jako katoliczka moglabym sie od Was z pewnoscia nauczyc obcowania z Ewangelia. Nie ukrywam, ze luteranizm najbardziej kusi brakiem spowiedzi, choc nie mam w tej materii wiedzy, czy nie istnieje u Was jakas forma zastepcza.

Pozdrawiam serdecznie :)
 
 
tom 

Dołączył: 21 Lis 2005
Posty: 13
Skąd: Gniezno
Wysłany: Sob 01 Mar, 2008 22:04   

Nietrzebo, luteranie odmiennie rozumieją zgromadzenie wiernych. Nie określają go jako Msza, lecz jako nabożeństwo. Różnica polega przede wszystkim na tym, że dla luteran w trakcie nabożeństwa człowiek nie składa (nie powtarza) Bogu bezkrwawej ofiary Chrystusa, lecz ofiara ta jest wspominana, uobecniana przez zwiastowanie Słowa Bożego o zbawczej męce Chrystusa oraz sprawowanie sakramentu Wieczerzy Pańskiej. W sakramencie obecne jest rzeczywiste Ciało i Krew Chrystusa, złączone z winem i chlebem i podawane pod obiema postaciami.
Luteranie nie zabraniają dostępu do sakramentu Komunii ochrzczonym chrześcijanom innych wyznań, jednak katolicy mają surowy zakaz ze strony swego Kościoła spożywania komunii u ewangelików.
Co do tego, czy ewangelicy z ul. Grodzkiej "przegonią" Cię czy też nie, to już ja nie mogę zabierać głosu ;-) Mieszkam jakieś 7 godzin jazdy od Krakowa. Pozdrawiam
 
 
 
nietrzeba 

Dołączyła: 28 Lut 2008
Posty: 4
Skąd: k/ Krakowa
Wysłany: Pon 03 Mar, 2008 19:02   

Dziekuje Ci Tom, za odpowiedz, najlepsze jest to, ze na to nie wpadlam, ze katolicyzm zabrania spozywania komunii u ewangelikow ;-) czuje sie taka "tyciusia". Szkoda, ze w szkolach ucza tylko religii, a ani jednej godziny religioznawstwa... To przykre nie wiedziec takich rzeczy, choc z drugiej strony w katolicyzmie tak jakby zalozone bylo, ze nie istnieja takie dylematy, ze w ogole jak to inny kosciol!?
 
 
nietrzeba 

Dołączyła: 28 Lut 2008
Posty: 4
Skąd: k/ Krakowa
Wysłany: Pon 03 Mar, 2008 19:08   

Ale zrobilo mi sie milo na serduszku, ze tak mi spokojnie udzieliles odpowiedzi :)
 
 
Martusia

Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 27
Skąd: Śląsk Cieszyński
Wysłany: Czw 06 Mar, 2008 14:55   

Cześć, jako osoba z grupy krakowskiej mogę dodać, że każdy jest mile widziany i na spotkaniach studenckich i na nabożeństwach, niezależnie od tego czy wpadnie raz z wizytą by zobaczyć, jak to wygląda, czy też ma zamiar przychodzić częściej.

nietaktem? obrażaniem uczuć religijnym? ... aż brak słów przy odpowiedzi, więc tylko podkreślę.. z CAŁĄ PEWNOSCIA NIE.
 
 
nietrzeba 

Dołączyła: 28 Lut 2008
Posty: 4
Skąd: k/ Krakowa
Wysłany: Nie 09 Mar, 2008 16:18   

Juz wiem, ze z cala pewnoscia nie :lolahappy: Co prawda w zborze luteranskim nie bylam, ale u metodystow na Dlugiej. I piesni nawet mi znane, i Ojcze Nasz :) I wyszlam taka, taka... otwarta na swiat i ludzi, bardzo pozytywne, mile doswiadczenie. I z pastorem porozmawialam. Do Was tez przyjde i pospiewamy pewnie tez razem :) Moj lek przed nieznanym minal, bo jak sie okazalo: to bardziej znane niz sie spodziewalam. Pozdrawiam wszystkich z forum.
 
 
Sivis Amariama 

Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 1
Skąd: Bytów/Kraków
Wysłany: Wto 18 Mar, 2008 13:22   

tazdzioch napisał/a:
czy łatwiej jest w nim żyć w zgodzie z jego naukami

tu nie chodzi o to, żeby było łatwiej.
Chrześcijaństwo to nie pójście na łatwiznę.
Jezus nie powedział, że jak ktoś pójdzie za Nim, będzie miał drogę usłaną różami - ale że dostanie krzyż...

Religia to nie jest supermarket. Jak chcesz iść na łatwiznę, w ogóle odrzuć to wszystko. Po co Ci jakakolwiek religia?


ania napisał/a:
Co do teologii to u nas sakramentami są tylko te rzeczy, które ustanowił Pan Jezus będąc na ziemi

Wszystkie katolickie sakramenty mają solidną podstawę biblijną.

Cytat:
Generalnie wszystko jest bardziej nastawione na osobę Jezusa Chrystusa i na Pismo Św.

Bardziej niż gdzie? Niz w katolicyzmie?

noemi napisał/a:
a może po prostu dlatego, że jest to niezgodne z Biblią

Nic w Krk nie jest sprzeczne z Biblią.

Cytat:
co do bezżeństwa księży- uważam to, za nieludzkie- księża to mężczyźni!

A Jezus i św. Paweł byli kobietami...

nietrzeba napisał/a:
Szkoda, ze w szkolach ucza tylko religii, a ani jednej godziny religioznawstwa...

U mnie w LO na religii katecheta robił zarys religioznawstwa - poszczególne wyznania chrześcijańskie i większe religie niechrześcijańskie zostały omówione, więc jak widać zależy od szkoły.

Pozdrawiam
 
 
 
tom 

Dołączył: 21 Lis 2005
Posty: 13
Skąd: Gniezno
Wysłany: Pią 21 Mar, 2008 20:31   

Będąc ostatnio w Krakowie wykorzystałem okazję, aby wybrać się pierwszy raz na nabożeństwo do kościoła św. Marcina. Była Wielka Środa. Początkowo czułem lekką tremę ale szybko minęła. Nabożeństwo było piękne, spokojnie prowadzone przez młodego księdza. Skupieniu sprzyja wnętrze tego wiekowego kościoła, pozbawione nadmiaru ozdób. Liturgia Słowa przeplata się z pieśniami wiernych. Czułem się bardzo dobrze, tęsknię już za kolejnym uczestnictwem w nabożeństwie ewangelickim.
 
 
 
Regissa 


Dołączyła: 06 Paź 2008
Posty: 4
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 06 Paź, 2008 14:24   

Witam wszystkich!

Może od razu dopowiem, że jestem rzymskim katolikiem ;-)

Postanowiłam tutaj napisać po przeczytaniu pierwszego posta w tym wątku, bo to, co napisał Tazdzioch, bardzo mnie zmartwiło. To, co piszesz o Kościele rzymskokatolickim, to jakaś potworna karykatura, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością! No dobrze, niemal nie ma, bo przyznaję, że istnieją tacy ludzie, którzy używają religii do sobie tylko znanych celów, i przez to wykrzywiają niemal wszystko, co wartościowe... Spróbuję krótko odpowiedzieć na Twoje zarzuty:

1. ilość sakramentów:
Czy siedem to jest jakaś potwornie przygniatająca liczba? ;-) I w czym one przeszkadzają? Sakrament to znak szczególnej łaski Boga, związany z najważniejszymi momentami życia, może tylko pomóc, a nie zaszkodzić :)

• Rozumiem, że do chrztu nie masz żadnych zastrzeżeń, bo to podstawa, więc idźmy dalej:

• bierzmowanie - moment, kiedy człowiek decyduje się już całkowicie świadomie potwierdzić swoją przynależność do Chrystusa, na dobre i na złe, aż do oddania swego życia za swoją wiarę w Pana - w tym umacnia go Duch Święty, którego tchnienie podczas bierzmowania otrzymuje, jak Apostołowie w Wieczerniku podczas Pięćdziesiątnicy. Jest to jakby przypieczętowanie wyboru, który dokonał się podczas chrztu.

• eucharystia zwana najświętszym sakramentem - to też jest raczej jasne: nasz codzienny Pokarm, żeby w ogóle funkcjonować :) Ja widzę jeden problem, że w Polsce, w Kościele rzymskokatolickim, wciąż powszechnie udziela się tego sakramentu tylko pod postacią chleba. Trzeba wiedzieć, gdzie i kiedy pójść, żeby ten sakrament otrzymać normalnie. Prawdopodobnie taka zachowawczość polskiego Kościoła wynika z najnowszej historii, kiedy byliśmy jednak odcięci od normalnego biegu wydarzeń w całym Kościele. Teraz musimy pewne sprawy nadrobić, m.in. Komunię pod dwiema Postaciami.

• sakrament pojednania lub umocnienia, trochę błędnie nazywany sakramentem pokuty, bo tu o powrót marnotrawnego syna chodzi, a nie o wymierzanie kary. Oparty na tych słowach Jezusa: "Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone (...)". Dlaczego potrzeba nam kapłana do spowiedzi, dlaczego nie możemy spowiadać się bezpośrednio Bogu? Możemy, tylko że człowiek rzadko bywa obiektywny w stosunku do samego siebie i potrzebuje drugiego człowieka dla obiektywizacji swoich odczuć. Stąd ta rozmowa z drugim człowiekiem, kapłanem, który od Jezusa otrzymał to zapewnienie, że może w Jego imieniu odpuszczać grzechy.

• małżeństwo - to tak ważna sfera w życiu dwojga ludzi, że Kościół łączy zawieranie związku z sakramentem. Tu ciekawostka: sakramentu małżeństwa nie udziela kapłan, ale małżonkowie sobie nawzajem. Kapłan jest tylko świadkiem i tym, który udziela błogosławieństwa w imieniu Jezusa. Faktycznie, nie ma nigdzie w Piśmie ustanowienia tego sakramentu, ale jest wystarczająco wiele na temat ważności i nierozerwalności związku dwojga ludzi. No i jest wesele w Kanie :mrgreen:

• kapłaństwo - Jezus wysłał w świat z misją swoich apostołów, aby udzielali chrztu i łamali chleb na jego pamiątkę, udzielali odpuszczenia grzechów, uzdrawiali, głosili Dobrą Nowinę. W miarę rozrastania się liczby wierzących apostołowie przekazywali tę misję dalej. W Dziejach Apostolskich zachował się zapis, że udzielali tej posługi "przez nałożenie rąk" (stąd taki gest podczas święceń kapłańskich). Tym sposobem do dnia dzisiejszego mamy kapłanów, którzy są następcami apostołów, otrzymali tą samą misję, co oni. Ważne jest jedno: sakrament ma umocnić takiego człowieka do wykonywania swojej misji, ale nie jest równoznaczny z uczynieniem z niego świętego! Niestety, wielu kapłanów nie dorasta do swojej roli, co nie znaczy, że sprawowane przez nich sakramenty są nieważne. W tym jest właśnie niezwykła właściwość Boga, że nie cofa raz danej łaski, choćby człowiek się od Niego odwrócił...

• namaszczenie chorych, błędnie zwane ostatnim namaszczeniem - najmniej znany z sakramentów i najrzadziej "używany" :) A szkoda, bo komu z nas nie jest potrzebna boża łaska, aby wyzdrowieć, czy to cieleśnie czy duchowo? Ten sakrament też wziął się z pamięci o czynach Jezusa, który kładł ręce na chorych, a oni wstawali uzdrowieni.

Uff... To tak w skrócie :)
Powiem tak: nie przeraża mnie ilość sakramentów, bo to by było tak, jakby mnie przerażała ilość prezentów imieninowych albo ilość kół ratunkowych na statku ;) Nie jesteśmy przecież zmuszeni z nich korzystać, a dobrze wiedzieć, że w razie czego są...

Różnice w ilości sakramentów występujące między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołami ewangelickimi biorą się tylko z tego, że ewangelicy opierają się na niezaprzeczalnych fundamentach Pisma, katolicy pozwalają sobie na rozwinięcie i interpretację niektórych wydarzeń, która wzięła się, jak wierzymy, z otwarcia naszych przodków na inspirację, natchnienie Ducha Świętego. Moim skromnym zdaniem tradycja w niczym nie szkodzi, a może przynieść wiele dobrego. Byle tylko nie ingerować w kwestie zasadnicze.

2. Ilość przepisów:
fakt, przytłaczająca ;) Ale tak to już jest, kiedy firma istnieje od 2000 lat i ma raczej tendencję do zachowywania wszystkiego, niż redukowania. Przepisy zatem rosną wraz z wiekiem Kościoła :mrgreen:

Ale tak naprawdę, to wszelkie przepisy maja tylko ułatwić (naprawdę!) życie człowieka, kiedy nie potrafi sam zdecydować, co jest dobre, a co złe. To mają być drogowskazy dla zagubionych, a nie lektura do poduszki. Przede wszystkim czytaj Pismo Święte, a dopiero potem Katechizm ;)

Poza tym przepisy się zmieniają, wprawdzie wolno, bo Kościół długo się zastanawia nad każdą zmianą, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, i są coraz bardziej przystosowywane do współczesnego życia.

3. bałwochwalstwa w stosunku do świętych i Maryi (dlaczego obrazy świętych i Maryi są wielokrotnie większe niż krzyże...)
Zacznijmy od sprawy podstawowej: nigdy nie modlimy się do świętych, modlimy się zawsze do Boga razem ze świętymi. Święci nie czynią cudów sami z siebie, tak jak nie czynili ich swoją mocą apostołowie. Wszystko dzieje się mocą Boga. Natomiast wierzymy, że istnieje coś takiego, jak społeczność świętych, czyli tych, którzy już są "po drugiej stronie", którzy wiedzą i widzą już wszystko takim, jakie jest. I mogą się za nami wstawiać u Boga, którego widzą twarzą w twarz. Jak mówi Jezus: "jeśli dwaj z was zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec".
Święci to nie tylko ci, którzy zostali kanonizowani, to tylko garstka z całej rzeszy. Niektórzy zostali przez Kościół wybrani do tego, aby służyć za wzór dla innych, że można żyć w zgodzie z ewangelią. Ale święto Wszystkich Świętych, w Kościele rzymskokatolickim związane dość mocno z odwiedzaniem cmentarzy, ma nam przypominać, że każdy z nas jest potencjalnym świętym :)
Oczywiście przez wieki dokonywano też kanonizacji różnych ludzi ze względów politycznych, prestiżowych itd. Zmieniały się też ideały świętości i to, co było ważne w XIV w., w XXI w. już nie znajduje uzasadnienia. Dlatego też kult świętych (tzn. branie z nich przykładu i wspólna z nimi modlitwa do Boga) nie jest do zbawienia konieczny :mrgreen:
A co do obrazów, to zasada jest taka sama, jak w życiu codziennym: sama mam w mieszkaniu wiele fotografii moich bliskich, w tym zmarłych, które mi o nich przypominają. Tak samo obrazy świętych - mają przypominać o delikwencie, a nie służyć za bożka. Tu warto coś dodać o tzw. obrazach cudownych. To nie w materii danego dzieła sztuki (czasem dość wątpliwej jakości artystycznej) leży istota, ale w tym, że dany wizerunek pomaga modlącemu wzbudzić w sobie taką silną wiarę w bożą moc, że zaczynają się dziać cuda. I tylko tyle :mrgreen:
Natomiast faktycznie bardzo często ludzie ulegają modzie na magię i dają się ponieść zmysłom, że dotknięcie "cudownego obrazka" sprawia cud. Nie, cud sprawia wiara człowieka, wzbudzona być może przez intensywniejszą modlitwę przed danym wizerunkiem.
A teraz czas na Marię. Skoro od samego początku zyskała u Boga wielką łaskę, tak, iż została matką Jego Syna, skoro sam Jezus na jej prośbę czynił cuda już tu na ziemi (wesele w Kanie), to nie mamy powodu sądzić, że po jej przejściu do wieczności tę łaskę straciła. Zatem z czysto utylitarnych pobudek wiele ludzi prosi Ją o modlitwę w swoich intencjach, bo wierzy, że Ją najszybciej Bóg wysłucha. Powiedzmy, taki specyficzny lobbing :mrgreen: No a poza tym zdecydowanie może być wzorem chrześcijanina, jako że Jej otwarcie się na Ducha Świętego sprawiło największy na ziemi cud, jakim było Wcielenie Odwiecznego Boga. jakoś tak mi wychodzi, że należy jej się pierwsze miejsce wśród świętych.
I podsumowując ten temat: faktycznie, czasem nasza wiara jest tak płytka, że sprowadzamy ją do swego rodzaju działania magicznego, zaczynają nam się mylić hierarchie ważności i stawiamy Bożą Matkę ponad samego Boga. Ale wynika to najczęściej z braku pogłębiania swojej wiary, z braku wczytywania się w Pismo i, niestety, z braku dobrej katechezy w naszych kościołach. Sama Maria nigdy nie stawia się ponad Bogiem, jako pokorna służebnica jest tą, która całym swoim istnieniem wskazuje na Niego. Obyśmy potrafili tak Ją naśladować...

4. Przepych wnętrz i problemy z koncentracją:
Hmm... Te "przepyszne" wnętrza najczęściej powstawały przez całe wieki. Ludzie ofiarowywali Bogu to, co uważali za najcenniejsze i najpiękniejsze. Teraz kryteria estetyczne nieco się zmieniły i dlatego np. barokowe wnętrze potrafi przytłoczyć. A w XVIII w. pozwalało ludziom skojarzyć Boga z Królem królów, skoro kościół był bardziej wyzłocony niż królewski pałac. Może można by było to teraz zmienić, ogołocić kościoły z wiekowych naleciałości, ale moim zdaniem byłaby to zbrodnia zarówno przeciwko kulturze i dziedzictwu ludzkości, jak i w stosunku do tych, którzy ten przepych fundowali z potrzeby serca. To trochę tak, jakby chcieć wydrzeć strony z kroniki ludzkości. Często jedynym śladem, który pozostał na ziemi po jakimś człowieku jest obraz ufundowany do któregoś z kościołów. Czy mamy prawo pozbawiać go tej pamięci?
Natomiast rada jest jedna: jeśli Cię to rozprasza, to znajdź sobie nowoczesny kościół, z ascetycznym wystrojem i sprawa załatwiona :)

5. Brak małżeństw księży i problemy z tym związane:
może pocieszeniem dla Ciebie będzie fakt, że celibat księży jest tylko zwyczajem, nie dogmatem, i istnieje możliwość zmiany tej sytuacji.
Natomiast co do "problemów", to ma je tylko część z mężczyzn decydujących się na zostanie kapłanami. Zauważ, że i w świeckim społeczeństwie istnieje wiele osób, które się nie żenią i nie wychodzą za mąż. To nie jest jakieś straszne upośledzenie ;) Natomiast i żonaci mają ogromne problemy. To nie jest takie proste, żeby małżeństwo rozwiązało wszelkie problemy. Myślę, że warto spytać któregoś pastora, jak to jest z problemami żonatych księży, wtedy może przestaniemy tak bardzo demonizować celibat.

Ale, jak już wspomniałam, być może jest kwestią czasu, żeby rzymskokatoliccy księża mieli żony. Z tym, że nie stanie się to natychmiast, w jednym pokoleniu, choćby ze względów organizacyjnych. Taki ksiądz, mający na utrzymaniu rodzinę, musi mieć stałe źródło utrzymania, a nie liczyć na łaskę wiernych. Wiele osób oburza się w tej chwili na "pazerność" księdza, choć zgodnie z prawem kościelnym nie ma wyznaczonej żadnej "taryfy opłat" za pracę księdza (tworzenie takich cenników jest wręcz zabronione!), jest on finansowo całkowicie zależny od wiernych. Pytanie, czy wierni, przyzwyczajeni do postawy: "mnie się należy", będą w stanie płacić regularne składki na utrzymanie księdza i kościoła? Mnie by to nie przeszkadzało, ale chyba nie stanowię większości ;-)

6. i tak dalej, i tak dalej...
No cóż, z tym zarzutem trudno mi dyskutować :mrgreen:


I już tak na zakończenie: to bardzo dobrze, kiedy człowiek zaczyna buntować się przeciwko czemuś, co uważa za niezgodne ze swoim sumieniem i logicznym rozumowaniem. Bo to prowadzi do poszukiwań, których ostatecznym celem jest znalezienie samego Boga. Warto więc szukać wszędzie, ale chyba najlepiej jest zacząć od własnego podwórka. Bo może się okazać, że rzeczywistość jest inna niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Znajdujemy gdzieś daleko to, co zawsze mieliśmy u siebie, ale nie potrafiliśmy tego odkryć. Bo czyż nie jest tak, że z Kościołami ewangelickimi więcej nas, katolików, łączy niż dzieli? Tylko żeby to odkryć, trzeba najpierw poznać dogłębnie zasady swojego wyznania, a tego nie da się znaleźć na stronach popularnych tabloidów albo w googlach ;-)

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do wzajemnego odkrywania swojego bogactwa!

Maria
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group